wtorek, 8 lutego 2011

no i nic....

No i nic nie wiadomo :/ Mój dzidziuś jest, jak stwierdził Pan doktor, wstydliwy i cały czas siedział w kucki, nie pozwalając zajrzeć tu i ówdzie, by dowiedzieć się jakiej jest płci... A nie chciał popychać go i szturchać.. i miał rację - nic na siłę :) Tak więc czekam do wizyty za miesiąć.... a może będzie niespodzianka... To w sumie musi być fajne. O Jagodzie i Szymonie wiedziałam, a może teraz dowiem się podczas porodu czy mamy chłopca czy dziewczynkę :) Zobaczymy :)

Wyniki badań są wszystkie bardzo dobre. Nawet mam 12,5 hemoglobiny, z czego się bardzo cieszę :)

A teraz jest 23.30 mimo tego co będzie niżej pod postem napisane (nie wiem dlaczego automat podaje inną godzinę niż jest aktualnie wpisywany post). Jak zwykle trochę gadania i półtorej godziny modlitwy... no i wychodzi... Następnym razem musimy skrócić gadanie....
Dzisiaj znowu byłyśmy u koleżankie ze zboru i modliłyśmy razem z nią. Naprawdę chwała Bogu za modlitwę, za społeczność, za to jak widzisz gdy Bóg zmienia serce, porusza, dotyka.... Chcę być jak najczęściej w takich miejscach...

.... a tak w ogóle kocham mojego Męża!!!! Bardzo mocno :*

Dobranoc

Malezja i Australia...

.... a moja siostra podróżuje.... ale jej zazdroszczę (choć w obecnym ciążowym stanie chyba byłabym cienka w podróżach). Wczoraj dostałam zdjęcia z Malezji.... Kurcze, chciałabym tam być!!!!! Dzisiaj o 4 naszego czasu tata mój dostał sms, że są już w Australii.....


 














A to zdjęcia z Kuala Lumpur - stolicy Malezji...

pieniądze na koncie.....

...... a my ciągle czekamy na kasę.... i ni widu ni słychu.......
Niestety ostatnio zaczęłam dostawać wypłatę nie na początku miesiąca tylko ok. 10 dnia miesiąca... i to trochę boli :/
Ale za to lubię swój bank, bo nic nie trzeba płacić. Nic, za przelewy, nic za utrzymanie konta, nic za branie pieniędzy z bankomatów, nic za kartę (pod warunkiem płacenie nią na sumę 100 zł w miesiącu). Lubię swoje konto internetowe :)

...a pączki dzielimy na nadziewane marmoladą różaną i beznadziejne...

Dzisiaj wieczorem wybieram się do ginekologa i mam nadzieję dowiedzieć się KTO to będzie?
No to wtedy już zgłosze się po konkretne wskazówki dotyczące imiona :)
Dzisiaj mam ochotę na zrobienie kotlecików z ryżu i pieczarek - już mi ślinka cieknie... mmm.... lubię wege żarcie najbardziej i nic na to nie poradzę :)
No i na koniec śmieszna historyjka: Mój mąż zrobił dzieciom kanapki do szkoły z pasztetem z pieczarek (takim domowym) i do tego z dżemikiem żurawinowym - żurawinka fajnie pasuje do mięs i pasztetów wege o konkretnym smaku.... no, tylko akurat nie nasz dźemik był żurawinowo-podobny....
No i pytam Szymona po południu czy zjadł kanapkę, a on: Tata się pomylił i zrobił mi jedną część z dźemem, a drugą z pasztetem i to było ohydne i nie zjadłem.....
Jadzia zapytana o to samo powiedziała: Tata źle złożył kanapki i dostałam jedną część z dźemem, a drugą z pasztetem - fu, nie zjadłam tego....
.... no to już wiemy, żeby takich wyrafinowanych smaków dzieciom nie serwować ;)

poniedziałek, 7 lutego 2011

imiona

Dzisiaj rano byłam na badaniu krwi i musiałam wypić przeraźliwie słodką glukozę na czczo... i godzinę jeszcze być tylko z tą glukozą na żołądku i czekać na kolejne pobranie krwi.... ufff dobrze, że wzięłam sobie ETIOPIĘ Martyny Wojciechowskiej, to przynajmniej sobie poczytałam. A w ogóle to wyszedł niedawno drugi tom z serii KOBIETA NA KRAŃCU SWIATA Martyny. Książka super jeśli ktoś lubi tematy National Geographic. Jakby ktoś chciał mi zrobić jakiś miły prezent to Kobieta na krańcu... druga część może być :)


A ja jeszcze na zwolnieniu do wtorku - w sumie wygodnie, bo środę i tak nie mam zajęć, bo to mój dzień wolny - taki mam plan lekcji - a potem czwartek w szkole i piątek (wtedy bal karnawałowy) i potem 2 tygodnie ferii.... Fajnie, odpoczniemy z dzieciakami. Jagódka jedzie do swojej przyjaciółeczki na tydzień, Szym pewnie też odwiedzi kolegów, a ja po prostu sobie poodpoczywam... może moja mamutka przyjedzie....?
.... Jakie podobają się Wam imiona dziewczynek i chłopców? Zastanawiam się - co prawda jutro mam nadzieję w końcu dowiedzieć się czy noszę w sobie chłopczyka czy dziewczynkę - jakie imię dobrać i coś i mi marnie idzie... Ale jeszcze trochę czasu zostało...
Jestem coraz grubsza.... mmmm..... ale jeszcze zapinam swój płaszczyk. Mam nadzieję, że donoszę go, aż będzie cieplej. Potem to kurcze chyba nie posiadam żadnej kurtki, więc se coś w ciuchlandzie zafunduję... na chwilę w sumie, to szkoda kasy wydawać...
No więc zbieram listę imion. Wpisujcie proszę w komentarzach :) Niechże złapię jakiś kontakt z Wami, a może właśnie Ty sprawisz, że Twoją propozycję przyjmę :)))))))))))) No to do roboty:)

czwartek, 3 lutego 2011

misja

Dzisiaj znów czułam misję!!! Tak! To było cudowne modlić się z koleżanką ze zboru, z którą się tak w zasadzie nie modliłyśmy zazwyczaj. Cudnie było rozszerzać naszą grupkę na inne osoby! Wczoraj jedna z nas była u innych kobietek ze zboru i się z nimi modliła, a dzisiaj my znów u kogoś innego! Bóg działał podczas modlitwy, Duch Swięty otwierał serca, uszy.... modliłyśmy się jak zwykle do 22.30 ;) to taka godzina, która zwykle wybija jak kończymy się modlić ;)
Tyle intencji, żywa modlitwa.... wiem, że Bóg działa! Dzisiaj działał, zmienia postać rzeczy....
Ostatnio zdarza mi się przeżywać chwile, gdy GO nie widzę i nie widzę JEGO działania. Bóg wydaje mi się gdzieś w oddali, niedziałający, daleki, nierzeczywisty..... Wtedy zaczynam myśleć, że to trochę niemożliwe, żeby GO nie było, bo przecież, pokazywał, że działa i zaopatruje... wtedy powołuję się na to co o sobie mówi w Biblii.... mówię, że jest dobry, mądry, i że działa, i że zaopatruje...
Wieczorem zaczął zaoptarywać w wiarę i radość, w pasję modlitwy, w wiarę, że ON jest i działa!!!
Misja to coś co nie musi oznaczać zapełniania pustych krzeseł w kościele! Czy człowiek, który jest współwierzącym, wpisanym w liczby kościoła nie jest potrzebującym? Czy to, jak pokażę mu JEGO, jak będę się z nim modlić, wstawiać się za nim, by jego życie było życiem napełnionym NIM to to nie jest misja?!?

Dzięki Boże za to, że nie jesteś pozamykany w ramki i jedynie słuszne wytłumaczenia! Jesteś suwerennym BOGIEM i takiego Ciebie chcę, chcę Cię poznawać takim jakim jesteś, chcę poznawać Twoje działanie, chcę Cię widzieć w moim życiu!!! Panie karm nas SOBĄ, błagam!!!

środa, 2 lutego 2011

lubię czyste powietrze....

Chcę powiedzieć, że załtawiłam dzisiaj dwie sprawy.... może nawet trzy?
Pierwsza sprawa to rzecz dotycząca naszej kici.... nieporozumienia, niezrozumienia wynikły na tym tle... ale na szczęście już to wyjaśnione.... uff.... dobrze było porozmawiać spokojnie i wyjaśnić sobie reakcje nasze, sąsiadów.... miło czuć, że wszystko jest O.K.

.... a KICIA nadal do oddania razem z kuwetą :) Proszę, jak znacie kogoś kto lubie rude koty, latem lubiące latać po dworzu (łapać myszki....i inne stworzonka ;)) a zimą uwielbiające spać całymi dniami... czasem zwariowane trochę (czasem pędzi po domu i "szczeka") to powiedzcie mu koniecznie, że oddamy naszą KICIĘ! Chętnych proszę o komentarz do posta.... warunek, musi to być kawałek od Czarnego Lasu, bo KICIA ma naszą wioskę obcykaną.... ;)

..... miałam też miłą rozmowę z inną koleżanką....
Jedno dzisiaj wiem, że warto rozmawiać, że trzeba rozmawiać, bo jesteśmy tak różni, że nie da rady żeby nie było spięć, reakcji, zachowań, które zostaną inaczej zrozumiane niż chcemy. Tylko dlatego, że jesteśmy inni, inaczej wychowani, inaczej wrażliwi, mamy inne miny (pozdr dla J.), inne odruchy.... i jeśli proszę Was tego nie obgadamy, to licho będzie. Uraza za urazą, będziemy źle rozumiani.... I nie dlatego, że nas ktoś nie lubi, albo ma nas gdzieś, tylko dlatego że odebrał to nie tak jak chcieliśmy....

.....bycie starszą zboru wiele mnie uczy.... pokory.... akceptacji..... tolerancji..... trudne jest.... ale chyba to lubię, bo uwielbiam kontakty międzyludzkie.......

......dzieci i mężuś wrócili.... kończę....pa

wtorek, 1 lutego 2011

II miejsce i III miejsce :)))))

Dzisiaj było wręczenie nagród w IX konkursie wokalnym w Milanówku. No i mój cudny Dziecięcy Chór Gospel zdobył II miejsce z zespołów w swojej kategorii :) Miło było, śpiewaliśmy w koncercie laureatów....
...potem okazało się, że jeszcze moja Jagódka dostała III miejsce wśród solistów w swojej kategorii. Bardzo była uradowana, myślę, że jej się należało, bo naprawdę ładnie zaśpiewała :)
Wszystko to trwało straszliwie długo, bo do domu wyszliśmy po trzech godzinach i mieliśmy już serdecznie dość. CO jak co, ale organizacyjnie to beznadziejnie wszystko wychodzi. Podziękowania, gadanie, rozdawanie nagród i to wszystko razem wzięte.... trwało i trwało..... no ale najważniejsze, że udało się nam zająć fajne całkiem miejsca...