czwartek, 30 czerwca 2011

domatorka

Dzisiaj Kalinka skończyła miesiąc :o) Ale fajnie. Jest zdrowa, dużo śpi, dużo je, nie ma kolek i dobrze się rozwija. Jestem szczęśliwa!
Dziś zadzwonił do mnie mój mąż pytając czy nie jestem smutna i może gdzieś bym sobie pojechała... Kochany jest! Tylko, że ja jestem domatorką. Kurcze naprawdę chyba... Ja uwielbiam być sobie w domku, nawet jak nikogo nie ma. Lubię sobie posprzątać, poprać, poprasować - nie wymieniając już innych prac domowych ;o) Lubię coś ugotować, choć nie zawsze. Ostatnio lubię coś upiec. Wiem, na jutro coś upiekę - zacznie się sabat, to będziemy go świętować :o) Jeśli nie zajmuję się kulinariami to lubię sobie poczytać, pooglądać coś, napisać nowego posta... Lubię wyjść na spacer z Kalinką... Potem lubię jak przychodzi mój mąż. Uwielbiam z nim gadać, wymieniać myśli, planować, rozmawiać o Bogu i Kościele... Uwielbiam też gdzieś wyjechać. Mogę nawet sama zwiedzać Paryż - ale wolę z mężkiem :o) Bo On jest suuuuuper!









środa, 29 czerwca 2011

drugi raz?

W sumie to nagadałam się na temat Incepcji.... a przed chwilą skończyłam oglądać ją drugi raz.. he he.... jednak wciągający film.... Fajnie było obejrzeć drugi raz... i zwrócić uwagę na więcej szczegółów, zrozumieć to, co gdzieś umknęło.... :o) Fajny film i fajnie musiało się go oglądać w kinie...
... no dobra, niech będzie - podobał mi się :op



incepcja i kair

Moi rodzice w tamtym tygodniu pojechali na wycieczkę do Egiptu. Ale byli szczęśliwi, jak dowiedzieli się, że moja siostra robi im niespodziankę i ich wysyła na urlop do egzotycznego kraju... :O)
Wrócili baardzo zadowoleni z urlopu. Miło było popływać w czystym morzu, poopalać się na czystej plaży, przy kompleksie basenów.... jedzenie cały czas dostępne, woda, napoje....




Pojechali zwiedzieć Kair - chyba najbrudniejsza stolica jaką widziałam (co prawda na zdjęciu i z opowiadań). Kair jest tragicznie brudny, śmiecie wszędzie, na dachach domostw, w rzece, przy rzece, kramiki z mięsem przy brudnej uliczce..... uch.... straszne....







Byli też w Jerozolimie. Żydzi, hasydzi... arabska strona i mur.... jak berliński... ciekawe czy runie? Wg mnie nie.... ale wszystko jest możliwe....




Przez cztery dni był u mnie mój brat.... wreszcie miał czas, żeby przyjechać :) Bardzo się ucieszyłam, choć wolałabym, żeby był do końca tygodnia... ale cóż - dobre i to...
Wczoraj obejrzeliśmy film "Incepcja"... hmmm..... Dużo gadania było o tym filmie.... No i faktycznie. Bardzo ciekawy wątek, bardzo fajny pomysł! Tylko trochę kiepsko opowiedziany, dłużyzny... Szkoda, że tak świetny pomysł został tak opowiedziany. Kiedy w końcu zrozumiałam o co chodzi - wiedziałam już co będzie dalej i jak film się skończy.... no i od tej pory oglądało już się tak trochę przydługo... Efekty bardzo fajne....
Kalinka uczy się samodzielnie zasypiać. Codziennie kładziemy ją po kąpaniu i nakarmieniu do łóżeczka. Trochę popłacze, ale nie jest źle. Głośno pokrzyczy, ale potem zwalnia i śpi. Wczoraj zasnęła o 21.00 i obudziła się koło 1.00.... Bardzo miło z jej strony. Dzisiaj też sama zasnęła mi w łóżeczku o 8 rano. Miło. Trzeba nauczyć córcię, że po 8.00 idzie do łóżeczka, a rodzice mają dla siebie czas.... Oby się nauczyła, a my abyśmy byli konsekwentni...

czwartek, 23 czerwca 2011

spacyfikowanie terrorystki

Czasem ktoś komuś powie i ten ktoś komuś coś powie i wychodzi głupio... Ci, którzy wiedzą o co chodzi niech nie robią z tego użytku. Miłości dużo proszę zaaplikować - w obie strony.... nie osądu tylko miłości. Proszę....

Kalina jednak stała się terrorystką. Wymaga od człowieka noszenia i usypiania - a mnie bolą plecy! Coraz bardziej i widzę, że zaczynam dziecię nosić aż zaśnie..... dzisiaj Kalina kazała siebie nosić, trzymać cycka w kółko w buzi... Jeżeli ją kładłam to zaczynał się krzyk wielki. Widać było, że to atak terrorystyczny.... na mnie. W końcu mój mąż zdecydował "Niech ryczy" I ryczała - nawet nie za długo. Tylko 15 minut. Potem zaczęła się patrzeć w jeden punkt i zasnęła.... nie było źle...... obym tylko jutro była konsekwentna... Obym obym obym.....

wtorek, 21 czerwca 2011

Terrorystka czy ofiara?

Kalinka dała dzisiaj koncert darcia się.... jak prosiaczek obdzierany ze skóry .... masssakra
Darła się tak przez czas jakiś aż ją wzięłam na ręce, przytuliłam do twarzy i w zasadzie zaraz przestała i padła - bo była strasznie zmęczona (prawie 3 godziny nie spała, a u niej to bardzo długo). Przespała pół godziny i się obudziła. Znowu zaczęła się drzeć, a że była 20.00 to ją wykąpałam. Darła również w kąpieli. Potem karmienie - więc szczęśliwa. Niestety jak ją położyłam do łóżka, po 10 minutach znowu zaczęła się wydzierać... Noszenie... karmienie.... noszenie.... potem mój kręgosłup zaczął mówić kategorycznie: nie! Naprawdę już nie mogłam. Drugim razem też chwilę po położeniu zaczęła się drzeć... W końcu dostała swojego ukochanego cycusia trzeci raz... Leżała w moich ramionach, gapiła się, leżała, gapiła się.... co jakiś czas prężyła, potem znowu gapiła - nie płakała. Po tym wszystkim chyba już zasnęła mi na rękach. Położyłam ją to spała już na serio - z równym oddechem - zresztą śpi w tej pozycji do tej pory....
Podczas tej całej akcji mam dwa wnioski: albo to akt terrorystyczny na rodzica, albo ma kolkę.....
Niestety bardziej wydaje mi się, że prawdopodobne jest to pierwsze. Rośnie nam terrorystka.... i dopiero ma 3 tygodnie :/ Kurcze nie wiem co robić. Jakoś nie mam ochoty słuchać jej darcia przez pół godziny na przykład - aż zaśnie..... choć pamiętam jak słuchałam kiedyś przez 40 minut swojego synka, który nie chciała sam zasypiać... Mam jednak wrażenie, że to mnie nieuchronnie czeka... Żebym tylko była pewna, że to o to chodzi. Ale w sumie głodna to na pewno nie była, bo ile można jeść - zresztą ulewało jej się - bo już nie mogło się zmieścić ;) Wiem, że od czasu do czasu popręży się trochę - tyle że to nie kończy się płaczem - nie mówiąc już o darciu się....
Może miała zły dzień i bolał ją brzuch...
Ach, żeby niemowlaczki mówiły.... tak choćby niewyraźnie....
Jutro zakończenie roku szkolnego. Planuję wziąć Kalinkę, by być u Jagody na rozdaniu świadectw. Piotrek wtedy byłby u Szymona.... jak się ma dwójkę szkolnych dzieci, to trzeba latać....
Niestety po dziesiejszym dniu jakoś nie mam ochoty jej brać....
.....
moje plecy...... auuuuu..

12 lat :)

Jesteśmy nastolatkami. Ludzie w tym wieku zaczynają się usamodzielniać, są buntowniczy, zaczynają szukać swojego miejsca na ziemi.... To tak jak my. Wczoraj obchodziliśmy dwunastą rocznicę ślubu (moja siostra ze swoim mężem pierwszą :)). Chciałam przygotować uroczystą kolację ze świecami, winem, białym obrusem, piękną zastawą i efektownym podaniem....uroczystymi strojami..... ale mój mąż przyszedł wcześniej z pracy z różami i moimi ulubionymi rafaello.... i zastał mnie w brudnej kuchni, z niezaczętą kolacj,ą byle jak ubraną..... :/
Ale kolacja i tak się udała! Były świece, było wino Merlot (bezalkoholowe, jakby kto pytał i był dociekliwy;)) była tarta przepyszna - z młodymi warzywkami w sosie śmietanowo-serowym, sałatka owocowa :) Wszystko było odjazdowe. Wino the best - muszę kupić takie jeszcze!!! Bardzo nam z Jadźką smakowało :D
O zdjęciach, upamiętniających kolację jak zwykle zapomniałam :/ Ale co tam... smak pozostał i miłe wspomnienia...
Dzieciaki w piątek wróciły z zielonych szkół. Ogólnie baaaaardzo zadowolone. A oto relacja Jagody z wycieczki na Swięty Krzyż. Na pytanie Szymona czy było fajnie odpowiedziała: "eeee tam Szymon, nie warto tam iść. Najpierw się idzie i idzie przez las, potem jest jakiś książę, jakiś budyneczek, który jest zamknięty i nie można tam wchodzić. Potem się idzie i idzie i idzie i jest ktoś kto leży trupem z białymi zębami i koniec." Więc jakby co, nie idźcie na Swięty Krzyż, bo się zanudzicie ;)



A to pyszne kolczyki i broszki, które znalazłam na http://www.pakamera.pl/ - fajne co? :






poniedziałek, 20 czerwca 2011

zapiekane cukinie i pomieszane priorytety


Miałam napisać jak było na kolacji z Roennfeldtem.... No cóż było świetnie. Pyszne cukinie faszerowane kiełbaskami sojowymi, pomidorami, cebulą i innymi warzywami - zapieczone w piekarniku, pieczone młode ziemniaczki, sałatka grecka, pyszne ciasta, na deser lody o różnych smakach - odjazdowe....
.... ale zapewne nie menu oczekiwaliście....
Roennfeldt to niesamowity człowiek. Rozmawialiśmy z nim ok. 3 godziny  (głównie po angielsku i prawie wszystko rozumiałam :D)i szczerze mówiąc ja chciałabym jeszcze.... mogłabym codziennie trochę :) Przede wszystkim naprawdę facet, który ma wszystko w głowie poukładane. Nic nie narzuca. Otwarty - mimo wieku w ogóle nie konserwatywny... Opowiadał nam różne historie z życia wzięta, gdzie Bóg działał niesztampowo.... Ja wierzę, że BÓG nie jest od kreski do kreski. On jest suwerenny i wielki i robi co chce - nie da się GO zaszufladkować... I takim przedstawiał go Roennfeldt. Co przekłada się na działanie, na życie, na sposób życia. Jeśli Duch Swięty nie prowadzi to możemy sobie w kulki pograć i to będzie miało sens, ale na pewno nic nie zrobimy pożytecznego w kwestii nabożeństw itp.... Peter mówił dużo o Dziejach Apostolskich, w których nie było kościołów-budynków. Wszyscy spotykali się w domach, w których spotykało się ok. 20 osób (o tym świadczą wykopaliska). Kościół to TY i ktoś, kto z Tobą się spotyka. Dzisiaj coraz więcej ludzi jest zmęczona kościołem z cegieł, bo cegły nie są żywe... a BÓG i ludzie tak...
Pastor to ktoś, kto powinien usłużyć Ci w tym, byś się rozwijał. Ma sprawić, żebyś sam się uczył i doświadczał Boga. To jak mądry pedagog, który tak Cię prowadzi i uczy, że na pytanie odpowiada pytaniem, zachęca do sprawdzania, motywuje do nauki. Niestety często jest tak, że pastor to guru, który mówi kazania, jedynie on ma objawienie i dzieli się. I nawet jeśli nie myśli, że jest guru, to ludzie czują, że to On ma rację i nie szukają samodzielnie Bożego objawienia w życiu. Nie szukają swojej drogi, którą Bóg ma dla nich... Roennfeldt często odpowiadał nam pytaniami. I wiecie, to zmuszało do myślenia i przekładało odpowiedzialność szukania Boga i Jego odpowiedzia na nas. I to było naprawdę ważne i cudne. Co ciekawe na początku na spotkaniach ludzi w dziejach apostolskich nie było kazań, kazania były dla ludzi, którzy nie znali Boga, np. Paweł na areopagu mówił kazanie. Kazania do kościoła weszły dopiero ok. 200 lat po Chrystusie i jeden z ojców kościoła określił je jako coś nowego dziwnego i niepotrzebnego, co narobi więcej szkody niż pożytku. Jak to wygląda dzisiaj?....
Na koniec modliliśmy się i to Peter zaczął. To było modlitwa w której każdy mógł się modlić ile razy chce, nie czekając na swoją kolej - po prostu rozmowa z Bogiem, czasem cisza.
Co mi zostało po tej rozmowie? Dużo pytań, dużo do zastanowienia. Wiem na pewno, że dość mam nabożeństw, które muszą mieć kolejne punkty programu i które mają przerost formy nad treścią. Bóg zresztą w Biblii powiedział, że ma dość nabożeństw i ofiar, że chce serca, a nie ofiary.... tak naprawdę napisane jest, że wymiotuje tym wszystkim pustym, co mu zanosimy....
... ktoś zadał mądre pytanie: czy jeżeli nagle zniknął by budynek kościelny i nabożeństwa to miałbyś co robić jako chrześcijanin?
To co dzisiaj czuję to wielki bunt przeciw formie pozbawionej treści, to bunt przeciwko nabożeństwom z przyzwyczajenia, to bunt przeciwko odśpiewaniu pieśni, to bunt przeciwko odprawianiu nabożeństw.....
Chcę Boga po prostu. Szukania GO, dzielenia się NIM, słuchania GO - i to wszystko w czystej postaci!
Jezus mówi, że Jego brzemię jest lekkie i słodkie. Jeżeli masz iść i mówić ludziom o Bogu, żeby się rozwinąć duchowo, bo tak trzeba to będziesz zmęczony. Jeśli będziesz szukać Boga i znajdziesz Go dla siebie, a Duch Swięty Cię pobudzi do działania, to wtedy Twoje działanie będzie skuteczne, a dla Ciebie to będzie super sprawa - sama słodycz...
Jak bardzo możemy pomieszać priorytety. Jak możemy postawić zamiast Boga na pierwszym miejscu ewangelizację, nabożeństwo, śpiew, pomaganie, czytanie Biblii, czytanie książek religijnych, chodzenie do kościoła, dawanie darów - dużo tego jeszcze można wymienić......
Boże chcę słodyczy Twojego brzemienia - niczego więcej nie tknę....


Moje dwie córeczki :)