wtorek, 28 stycznia 2014

oszukana wolność

Czas leci jak głupi... co chwilę weekend... potem następny.... a ja próbuję odnaleźć jakieś chwile dla siebie, dla uspokojenia się, dla zatrzymania, by sprawdzić co tak naprawdę jest w życiu ważne.... Coraz bardziej mnie to intryguje.... jaki jest mój cel? Po co robię to co robię? Czy nie umyka mi coś przez palce?.....
.... tak strasznie pędzimy ostatnio... staram się zauważać piękne rzeczy. Ot dzisiaj wieczorem, Kalinka już zasypia, ja przy niej siedzę w pokoju. Ona prosi: mamo pogłaszcz mi główkę... moja pierwsza myśl: oj już prawie spałaś, a teraz pogłaskać główkę, śpij już.... ale stop! Pogłaskałam ją.... hej, przecież jeszcze chwila i  ona będzie duża i już nie będzie chciała głaskania... a poza tym jak super, że potrafi mówić o swoich potrzebach.....
.... 

Dwa tygodnie temu dotarło do mnie, że jeśli przyjmuję Jezusa i Jego ofiarę, to Bóg patrzy na mnie tak jakby widział Jezusa - widzi mnie doskonałą, czystą, piękną, bez skazy! Niby to takie od lat wałkowane, ale czy na pewno? Czy myślisz o sobie jako o pięknej osobie bez skazy jak przychodzisz do Boga przez krew Jezusa? Czy żyjesz tak każdego dnia? Ja nie żyłam tak do tej pory. Codziennie gdzieś tam myślałam o sobie jako o osobie nie godnej jeśli popełniłam grzechy... myślałam, że jeszcze wiele mi brakuje, starałam się nie robić tego, czy owego...... Ale jeśli przychodzisz do Boga powołując się na krew Baranka to jesteś czysty! czyściutki! I to się tak naprawdę nie kończy jeśli coś przeskrobiesz, jeśli zgrzeszysz. Bo Bóg zmazał Twoje wszystkie grzechy - te przyszłe też. I nie musisz się bać, że jutro stracisz swoją pozycję Bożego dziecka jeśli zgrzeszysz. Bo to nieprawda. Jeśli patrzysz cały czas na Jezusa, to jesteś czysty, mimo, że popełniasz błędy! I to jest dla mnie niesamowite! Bo żyje już jako nowe stworzenie. I grzech już nie rządzi mną.
"Jeśli jednak macie w sobie Chrystusa, to chociaż ciało jest martwe z powodu grzechu, wasz duch jest żywy dzięki temu, że zostaliście uniewinnieni przez Jezusa."
Najgorsze jest to, że wielu ludzi myśli, że jeśli będziemy przy Bogu to nie będziemy już grzeszyć, że jeśli trwamy w NIM to nie grzeszymy. No i tu się wielu wykłada..... bo właśnie będąc blisko przy Bogu zaczynamy widzieć to co złe w naszym życiu, Bóg objawia nam nasze grzechy, to co siedzi w nas, pragnie to wyczyścić. Jesteś przy NIM a wyłazi z Ciebie wszelkie zło.... czyż nie jest tak? Ze mnie wyłazi.... i najgrosze w tym jest to, że myślimy, że już gdy tylko zgrzeszymy jesteśmy odłączeni od Boga. Rezultat jest taki, że się chowamy, próbujemy naprawić nasz stan, postarać się więcej nie robić i dopiero wrócić. No i stale dźwigamy na sobie WINĘ z powodu nieudanego życia chrześcijańskiego. A prawda jest taka, że jeśli jesteś z NIM to zostałeś uniewinniony przez krew Jezusa. I żyjesz już nie ty, grzech już nie panuje nad Tobą. Co to znaczy? Czy to, że nie grzeszysz? No nie do końca..... doskonali będziemy w niebie. Dla mnie oznacza to to, że już grzech nie ma mocy zciągnąć mnie w dół, już nie ma mocy obwiniać mnie, już nie ma mocy mnie dołować, bo jestem uniewinniona przez JEZUSA, to ON, Jego krew uczyniła mnie doskonałą. I ja przez wiarę przyjmuję tą doskonałość i według niej żyję.
A Bóg robi we mnie robotę. Upodabniam się stale do NIEGO, nie patrzę już na swoje grzechy, bo mnie one mało interesują, nie siedzę i nie taplam się w nich, bo mam je gdzieś, one już nade mną nie panują. Panuje nade mną Bóg! I ON rozprawia się z moimi grzechami, uczy mnie być miłą, uczy mnie nie być samolubną.... 
Wiecie, często mamy na widoku nasze grzechy takie główne - no np. krzyczenie na dzieci, albo kłamanie, albo okradanie kogoś, albo inne sprawy, które nam przeszkadzają i są ogólnie złe. Tyle, że nasz egoizm to ten sam grzech...... nasza pycha to ten sam grzech, który jest obcy naszemu Stwórcy i czyni w nas spustoszenie. Zauważyłam, że o wiele trudniej jest mi wynieść śmiecie gdy jest wieczór i czuję, żę Duch Święty mi podpowiada, żebym je wyniosła i zrobiła mojemu mężowi niespodziankę, by jutro rano nie musiał zastać pełnego śmietnika niż żebym powstrzymała się od krzyku na dzieci........ i tu kłania się nasze głupie i bezsensowne myślenie. Bo czy to, że zamknę buzię i nie będę krzyczała to to o co Bogu chodzi? Czy nie chodzi mu raczej o to, żeby we mnie nie było nawet chęci do krzyku, przecież On chce poczynić zmiany od samego środka..... A wtedy popłyną z nas strumienie wody żywej.....
To jest prawdziwa wolność! Wolność od ciężaru pracy nad sobą, wolność od winy. WOLNOŚĆ w Jezusie....
.... teraz codziennie Bóg stara się to mi pokazać, przypomina mi co dzień. Cieszę się jak głupia, bo coraz rzadziej szatan potrafi mi wmówić, że jestem winna, że muszę poczekać parę dni, poprawić się, solennie przyrzeć, że to już ostatni raz. Jestem bez winy! Ktoś mnie uwolnił! Ktoś pracuje nad moim charakterem i Ktoś chce mnie zmienić od samego środka!!!!!





środa, 25 grudnia 2013

Cudowne ręce

Święta. U nas w zasadzie czas rodzinny głównie. Fajnie jest być razem i nie musieć pracować i gonić, nawet po sklepach, bo są zamknięte. Śniegu brak, słońce świeci....
Wczoraj oglądaliśmy film o Benie Carsonie. Niesamowita historia. Chłopiec, który nie wierzy w siebie, myśli o sobie jako o głupku, staje się wybitnym neurochirurgiem. I matka, który uczy ich, że cały świat mają w głowie, że wszystko mogą zrobić dobrze. Cała droga do tego, by zdobyć wiedzę. Ciekawy dla mnie moment, gdzie matka decyduje, że od tej chwili oglądanie telewizji jest po zrobieniu lekcji, no i teraz niezłe: muszą zapisać się do biblioteki i przeczytać tygodniowo 2 książki i napisać z nich relacje. Dzieci w szoku mówią, że to nie fair, że jak to można żyć bez telewizji....(dokładnie jak moje)  itd... Ale matka powiedziała i tak musiało być... No i dzieci zaczynają wchodzić w świat książek. Od razu zaczyna polepszać się ich nauka, zostają najlepszymi uczniami w szkole. Potem studia.... I Ben zostaje najlepszym na świecie neurochirurgiem. Jako pierwszy wykonuje operacje rozdzielenia bliźniąt syjamskich, które połączone są głowami, jako pierwszy wycina z mózgu jedną półkulę u dzieci, które jako małe mają epilepsje i w zasadzie tylko jak śpią to nie mają napadów. Po wycięciu półkuli epilepsja mija a mózg się odnawia... nie znam się na tym dokładnie, ale takie operacje się teraz robi.... I fakt, że Ben jest wierzącą osobą, chrześcijaninem oddanym Bogu. Modli się przed operacjami, prosi Boga, by dał mu pomysł jak wykonać tą operację. I widzi w tym cud, a Bóg mu błogosławi.
Jest też książka, która nazywa się "Cudowne ręce" - właśnie jego historia, polecam, sama czytałam ją kiedyś.


Dla mnie bardzo inspirująca historia. Oglądałam ją z dziećmi. Mam nadzieję, że łatwiej im przyjdzie zrozumieć, że nie mogą długo grać na komputerze i powinni więcej czytać i zajmować się innymi rzeczami. Mi łatwiej jest być pewną, że mam rację ograniczając im komputer.
Ot... takie tam myśli odnośnie wczorajszego dnia.... :)




niedziela, 22 grudnia 2013

Tyle światła wokół mnie....

Wreszcie przerwa świąteczna! W tym roku aż dwa tygodnie i jeden dzień :) Bardzo mi się to podoba, oj bardzo. Tydzień w domu, a potem do Gdańska. Już mam ochotę odwiedzić rodzinne strony.
Ostatni tydzień obfitował w jasełka i wigilijne koncerty. Bardzo lubię czas przygotowań do tych uroczystości. Pomysły, które roją się w głowie i wykluwanie się w końcu całokształtu imprezy. W tym roku szkolnym dużo pracuję z flagami. Dzieciaki je bardzo polubiły. Jednak najbardziej moje serce podbiła klasa V. Ale o tym zaraz... Na koncert wigilijny w szkole przygotowywałam Historię Zbawienia pokazaną tańcem. I tak zaczęło się od sceny w niebie, gdy nie było zła, gdzie miłość, czystość radość i świętość była wszędzie. Białe flagi, złote, srebrne... - kolory mają znaczenie. IV klasa pięknie to zatańczyła - dziewczyny były cudne! Potem bunt w sercu Lucyfera - czerwone chusty w obu rękach i wir szaleństwa i żądzy władzy - chłopak z VI klasy zadziwił mnie odwagą, którą okazał się zgłaszając się do tej roli, gdy wszyscy szóstoklasiści nabijali się z tego... potem kilka osób dołączyło do tej sceny i zagrali to naprawdę świetnie.
Ogród Eden i kuszenie - tutaj klasa III genialnie zatańczyła taniec do muzyki, którą świetnie udało mi się dobrać Tzel Midbar - może ktoś sobie wstuka w google - moim zdanie idealnie pasuje do sceny kuszenia. Taniec nie był dosłownym pokazaniem jabłka i Ewy.... jakby co ;)
Bóg miał swój plan i narodził się Jezus - taniec Kołyska - taniec żydowski tańczyła III klasa, która dużo buntowała się, by tego nie tańczyć, że to nie w tym stylu. W końcu jednak naprawdę pięknie to zatańczyli - nauczycielom łezka kręciła się w oku.
Potem jeszcze taniec góralski zatańczony przez chłopaków i dziewczyny z II klasy - sami to wszystko wymyślili, a ja tylko umiejętnie połączyłam w całość ;) Klasa IV zagrała na dzwonkach Lulajże Jezuniu - z moim akompaniamentem - bardzo nastrojowo.
NO i finał. Jezus żyje dzisiaj, nie muszę się bać. Taniec z flagami V klasy. 10 osób tańczących z flagami złotymi, srebrnymi, białymi i pomarańczowymi do piosenki zespołu TGD - z płyty Uratowani "Tyle światła wokół mnie.....kiedy jesteś blisko wiem, nie muszę się bać..... kto mi krzywdę zrobi gdy na ratunek przyjdziesz Ty, nie muszę się bać.... Jahwe Ty jesteś światłem, świecisz najjaśniej... Jahwe nieopisane piękno.... Jahwe moje zbawienie, znajdę schronienie w domu Twym przez wszystkie życia mego dni......" normalnie nauczyłam się tego na pamięć. Najpierw klasa niechętna.... nie bardzo lubimy tańczyć.... niechętnie..... potem coś zaczęliśmy tworzyć, burza mózgów.... ostatecznie w mojej głowie po tej lekcji wszystko ułożyło się na nowo! Mam pomysł, mam układ. Najpierw taniec sześciu dziewczyn, potem flagi...... taniec solo.... Stopniowo z lekcji na lekcje ludzie angażują się coraz bardziej..... w końcu tańczą pięknie! Jestem wzruszona, bo podczas tańca śpiewają i widać, że otwierają się na muzykę, na treść.... Ostatecznie tańczymy to na wigilii szkolnej - takiej z pompą i rodzicami w wynajętej sali. Mieliśmy tańczyć przedostatni, a potem jasełka niespodzianka nauczycieli... ale jednak okazało się, że musimy wystąpić ostatni. W sumie okazuje się, że to było to! Właśnie ostatni. Bo to była klamra zamykająca wszystko, takie głęboki przekaz do ludzi, błogosławieństwo na koniec. Piątoklasiści zatańczyli pięknie, z przekonaniem. Miałam łzy w oczach. Następnego dnia na wigilii takiej wewnątrzszkolnej, bez rodziców też zatańczyli - jeszcze piękniej..... ach.... trzeba było to widzieć - każdy z nich do końca pochłonięty tańcem, przejęci treścią, często śpiewający i tańczący.....
Powiem Wam, że dawno już nie przeżyłam czegoś tak fajnego z moimi uczniami. Jestem z nich baaardzo dumna! Sama jestem zbudowana. Obiecuję, że jak tylko będę miała filmik z tańcem to Wam go przedstawie.
No i z takim nastrojem wkraczam w przerwę świąteczną. Oczywiście nie omieszkałam rozdać dzieciakom płytek z nagraniem piosenki i innymi moimi ukochanymi piosenkami zespołu TGD. Niech im służą..... :)


niedziela, 15 grudnia 2013

i znowu..... zepsuty laptop :(

Ach.... i znowu mogę pisać! Ale się cieszę. Wreszcie naprawiłam swojego laptopa!!! :) Ale jestem szczęśliwa. Jak cudnie widzieć taki wielki ekran -  w porównaniu z ekranem mojego telefonu ;)...

Dużo się od lipca u nas wydarzyło... dzieci rosną.... Kalinka chodzi do żłobka i super sobie radzie. Nie płacze, uczy się bardzo dużo. Fajnie w przedszkolu Montessori, do którego chodzi uczą się dużo takich codziennych potrzebnych w domu rzeczy. Kalinka więc układa swoje ubranka w kosteczkę, zciera jak się coś wyleje, zmiata śmieci na szufelkę i celnie wrzuca do śmietnika. Nalewa sobie sama picie z dzbanka i nie rozlewa, nakłada sobie obiad, wrzuca resztki do śmietnika i talerzyk do zlewu.... itd.. :) No i śpiewa :) słuch odziedziczyła po rodzicach :) No i na przykład bardzo często się zdarza, że w drodze do żłobka śpiewamy "Sto lat" dla każdej koleżanki i kolegi po kolei... A że Kalinka ma angielski w żłobku codziennie to chodzi po domu, a za nią brat i siostra i śpiewają "Walking walking... hop hop hop.... running runnig.... now let's stop..." na melodię "Panie Janie". Jest wesoło generalnie.
A teraz jesteśmy na zwolnieniu. Kalinka kaszle i kicha. Zresztą działo się to już i w zeszłym tygodniu i choć jestem zawalona robotą w szkole, bo to czas przedświąteczny, to postanowiłam zostać z nią w domu. I widzę, że dobrze zrobiłam, bo powoli zaczyna wychodzić z tego kaszlu. Są rzeczy ważne i ważniejsze.

......

niestety mój laptop znowu się zepsuł..... jutro daję do reklamacji....mam nadzieję, że w końcu naprawią o dobrze i na stałe..... ech...

środa, 10 lipca 2013

Slot Art Festiwal - myśli przetrawione

Drugi dzień Slot Art Festiwal niedługo się zakończy... jeszcze dziś koło północy pokaz żonglowania pochodniami, czy coś w tym stylu, w każdym razie ogniowe wrażenia wzrokowe. Będzie pewnie pięknie... Dzisiaj moje dzieciaki były na nauce chodzenia na szczudłach, 2 godziny grały w mafie, uczyły się posługiwać diabolo.... Jutro Szymon idzie na kowalstwo... Jagoda na plecenie warkoczyków. Dzisiaj chciała iść na rzeźbiarstwo w drewnie, ale nie było już miejsc....
Piotrek dzisiaj był na spotkaniu z ludźmi, którzy tworzyli Slot. Opowiadali o tym jak to się zaczęło, można było zadawać im pytania.... dla nas to o tyle ciekawe, że sami prowadzimy stowarzyszenie i wszelkie doświadczenie innych jest nam pomocne..... Pierwsza rzecz to to, że uczą innych i zachęcają jak prowadzić takie mini sloty tam skąd pochodzą. Dają im autorytet i błogosławieństwo, żeby działali. To jest super i na tym wg mnie polega liderstwo i bycie uczniami i czynienie innych uczniami.
Druga sprawa jest bardzo ciekawa. Mówił to chyba facet, który na co dzień zajmuje się kulturą w swoim regionie, jest animatorem. Robi bardzo różne rzeczy, zresztą tak jak na slocie dzieją się, rzeczy bardzo różne, niektóre z pogranicza, czasem ostra muza.... I wydawało by się, że to niepoprawne... Ale on mówi, że tylko wtedy ludzie są sobą. Gdy tworzymy im naturalne dla nich środowisko, wtedy oni nie udają, nie wkładamy ich w religijne ramy, w których oni czują się sztywno. W ten sposób oni czują się swojo i wychodzi na jaw to co jest w ich sercu. Po prostu otwierają się, nie udają. Duch Święty ma wtedy łatwiejszą drogę do pokonania. Dla mnie to odkrywcze!!! Jak często próbujemy włożyć ludzi w nieswoje buty. Młodzież szczególnie. Dajemy im ramy, w które nijak się nie dają włożyć. I trudno zobaczyć wtedy ich serce.
Cżesto z kolei osądamy jak widzimy rzeczy, które nie są w naszym stylu, nie mieszczą się w ramach naszej religijności i pojmowania Boga..... i próbujemy na siłę narzucić innym nasz styl i naszą religijność.... i ludzie nie chcą rozmawiać.... bo nie mają chyba o czym....
Na Slot przyjeżdża mnóstwo ludzi. W tamtym roku było ok. 6000 ludzi. Niezła sumka. Co ciekawe i niesamowite połowa z nich to nienawróceni ludzie, często nie mający z Bogiem w ogóle nic wspólnego. Przyjeżdżają i wielu z nich nawraca się. Codziennie rano jest na dużej scenie wspólne uwielbienie i świadectwa, głoszenie ewangelii. Dzisiaj mówił facet, który nawrócił się na Slocie. Opowiadał o tym jak ćpał, jak eksperymentował i jak w końcu tu na Slocie oddał życie Jezusowi. Opowiadał o tym co przeżył i ludzie słuchali. Na końcu zaapelował, że jeśli są tu ludzie, którzy też chcą oddać Jezusowi swoje życie to zaprasza ich do siebie do przodu. I powiedział, że to jest dla niego próba wiary, ale żeby nie wychodzili jak nie mają ochoty, że nie chce ich naciągać. I ok. 15 ludzi wyszło do przodu. Dla mnie normalnie Chwała BOGU się chce krzyczeć.
Często nie mamy żadnego doświadczenie w pracy z młodzieżą, ze starszymi, z dziećmi... można tak wymieniać różne grupy społeczne, z którymi się w ogóle, albo bardzo rzadko stykamy.....  ale mimo wszystko krytykujemy, mówimy, że ktoś coś robi nie tak i nie tak powinno przedstawiać się Boga.... Naprawdę więcej pokory nam trzeba!!!! i uczenia się od innych, pytania Boga do jakiego środowiska ja mam docierać, gdzie mi najbliżej?
Jest też trzecia sprawa. Organizatorzy Slotu wzięli sobie za główną zasadę współpracować TYLKO i wyłącznie z ludźmi, którzy mają PASJĘ. Tylko pasjonaci. Wiele razy mieli takie sytuacje, że ktoś kto miał poprowadzić coś nie mógł przyjechać, a to co robił było bardzo potrzebne... nie szukali wtedy kogoś na zastępstwo, bo gdy brakowało komuś pasji w tym co miał robić to to dyskwalifikowało go do poprowadzenia programu. Czasem była po prostu dziura. Czasem chcieli coś zrobić, ale nie było człowieka z pasją, więc nie robili tego. Czekali. W końcu nawet po latach spotkali osobę z pasją właśnie do tego o czym marzyli i wtedy dopiero ten program ruszył. Dla mnie również bardzo to ważna myśl. Bo w sumie jeśli brak ci pasji to nie jesteś przekonujący. Każdy z nas zna nauczycieli, którzy uczą bo muszą, i takich, którzy mają pasję..... do takich się lgnie, tacy pozostawiają coś w tobie do końca życia!
Bóg daje nam pasje. Jeśli nie dał Ci do czegoś pasji, to to będzie marne.... Warto czekać. Jeśli nie masz do czegoś pasji, może lepiej tego nie robić? Bóg lubi dawać pasje. Duch Święty daje pasje. Wtedy możę działać przez ciebie doskonale i w tym momencie co trzeba. Wtedy jesteś autentyczny....

http://slotart.blogspot.com/  jakby ktoś chciał przejrzeć. A zdjęcia wklejone niżej pochodzą ze strony slotowej.






poniedziałek, 8 lipca 2013

znowu koza... na żywo

Szymon, Jagoda i Piotrek wyjechali :) Na Slot Art Festiwal do Lubiąża, Mężuś trochę zestresowany, że jedzie z dzieciakami.... a najbardziej chyba, że jedzie na Slot, sam, bez znajomych.... też byłabym podekscytowana, może lekko zestresowana. Życzę mu naprawdę fajnych wrażeń i spotkania z niebanalnymi ludźmi, którzy szukają Boga.... ach... warto przeczytać sobie coś o Slocie. Impreza robiona prawie w całości przez wolontariuszy... ludzie z pasją robią warsztaty dla innych. Można tam nauczyć się baaaardzo różnych rzeczy... od haftowania, poprzez taniec, wyrób biżuterii, jazde na monocyklach, flowersticki, żonglerka, robienie kwiatków z bibuły, itd.... co komu przyjedzie do głowy. Impreza zupełnie bez alkoholu i narkotyków. Przyjeżdżają tam też ludzie, którzy chcą dzielić się miłością Boga z innymi. I tak będzie w tym roku Kolah.... a w ogóle zaczęło się dawno temu od zespołu No Longer Music (alternatywny zespół, który śpiewał dla środowisk słuchających metalu i rocka, ale, że śpiewał o Jezusie, to został nie dopuszczony do śpiewania w Jarocinie i zrobił koncert gdzieś obok, bez sceny i reklamy.... ale Zakazany zespół już sam w sobie był reklamą i zciągnęło na niego wielu ludzi) Kilku pasjonatów stwierdziło, że chce robić imprezę właśnie z No Longer Music, by pokazać, że chrześcijaństwo nie jest nudne, że Bóg jest żywy i pełen pasji..... no zresztą sami sobie poczytajcie. Impreza nie tylko dla chrześcijan jak najbardziej....

A my z Kalinką w domku przez tydzień. Oj będzie dobry czas. Fajnie jest być z jednym dzieckiem. Zupełnie na nim skupić uwagę, tak na maksa mama tylko dla niego....
Dziś pojechałyśmy z sąsiadką do Borysewa do SafariZoo. Fajne miejsce. Dużo zwierząt, nawet miejsce, gdzie można wejść z dziećmi do kóz, małych dzików, sarenek, jelonków. Można pogłaskać...



Koza zaiteresowała się moją spódnicą... 





Ogólnie fajny czas, choć zjarałam sobie ramiona.... słońce świeciło mocno, a drzew tam nie za dużo....
Jest tam też typowa bawialnia dla dzieci, gdzie są dmuchane zjeżdżalnie, baseny z piłkami i inne atrakcje. Kalinka bardzo zadowolona, ja chyba też :)










Jak widać zabawa była udana... Kalinka prezentuje niezłą głupawkę ;)



Zmęczone, zgrzane wróciłyśmy do domu. Dzieci zasnęły. I choć była już prawie siedemnasta, to Kalinka i tak pojechała na plac zabaw. I na nic zdały się tłumaczenia, że tam gdzie były piłeczki to był właśnie plac zabaw. Dla Kalinki plac zabaw to Plac Zabaw w Parku Skarbków w Grodzisku Mazowieckim. Nic innego nie jest godne nazywać się placem zabaw, więc choć byłam lekko wykończona wsiadłam w samochód i pojechałam z dzieckiem na Plac Zabaw. Kalinka biegała w podskokach tam przez godzinę..... ileż dzieci mają energii....
W domu zjadła jajecznicę, obejrzała kilka odcinków Pocoyo i powiedziała, że jest "meciona" i poszła do łóżka. Zrobiłam jej masaż plecków i tak zasnęła po całym dniu wrażeń :)

piątek, 5 lipca 2013

koza i upał

WAKACJE!!!
To bardzo miłe doświadczenie :) Nie musieć pędzić samochodem, by zawieźć, odwieźć, odebrać, podwieźć dzieci do... szkoły. Odpoczynek zasłużony i im i mnie. A w domciu sielanka... gorąco, upał wręcz, woda, pędząca na golasa Kalinka... i wycieczki rowerowe. To jest super. Odkąd dostałam dziecięcy fotelik na rower, to jeżdżę z Kalinką prawie codziennie. W końcu mogę jeździć na rowerze, a bardzo to lubię :) Ostatnio jeździmy na rowerach do cukierni na lody i jagodzianki ;) (ja oczywiście nie jem słodyczy :))), tylko czasem coś tam skubnę od dzieci - jestem z siebie dumna).














Ostatnio w ramach poszukiwań znalazłam takie oto zdjęcia kulinarnie wyżywających się moich dzieci :)


 Fajnie, że już piątek. Sabat. Odpoczynek. Jutro widzimy się z przyjaciółmi :) Będziemy studiować list do Koryntian... modlić się, szukać Boga, Jego dróg dla nas. To będzie dobry dzień!
Chciałabym, żeby wystarczało mi zwyczajnie 4 godziny snu. Wtedy pisałabym codziennie na blogu, wysprzątałabym chałupę, zrobiłabym to i owo.... wyżyłabym się artystycznie, napisałabym plan pracy w przedszkolu, w klasach 1-3..... to, o czym już od kilku lat marzę... systematyczność, to mój niedobór..... Ale zrobię to w te wakacje i koniec!!!! Bardzo chcę. W końcu od września powrót do szkoły. Cieszę się, choć troszkę i boję... no bo jak to będzie z Kalinką? Więcej obowiązków... jak pogodzę to wszystko?
Pewien mędrzeć poradził kiedyś komuś, na narzekanie w ramach tego, że ma się za mało miejsca i czasu, żeby sobie kupił kozę. No i gość kupił kozę. Wrócił do mędrca i mówi, że nadal ma mało miejsca i czasu. Mędrzec poradził mu sprzedać kozę. Sprzedał. No i okazało się, że teraz to ma full czasu i miejsca........ no właśnie, może powinnam sobie kupić kozę???????????